8. PKO Festiwal Biegowy waszymi oczami i nogami


8. PKO Festiwal Biegowy przeszedł do historii. Biegacze w większości opuścili już uzdrowisko. Jak wspominać będą tegoroczną edycję? Zapytaliśmy.

– To był mój pierwszy raz w Krynicy. Wystartowałem w siedmiu konkurencjach, ale licząc z eliminacjami w biegu na milę, biegałem osiem razy. Ważna była logistyka, bo cały czas byłem w toku startowym. Musiałem unikać wszystkiego co może mi zaszkodzić. Najbardziej zmęczyły mnie Życiowa Dziesiątka (czas 33:10 - red) i Konspol Półmaraton (1:19.46) – mówił Daniel Mikielski z Olsztynka, który nie myśli jednak o Iron Run. – Bo nie biegam dłuższych dystansów niż półmaratony.

– Widać, że Festiwal Biegowy zorganizowany jest z dużym rozmachem. Oczywiście były jakieś małe problemy, ale gdzie ich nie ma. Generalnie jednak z tak fajną imprezą, posiadającą takie zaplecze, jeszcze się nie spotkałem. Za rok postaram przyjechać tu na dłużej i jeszcze trochę zwiedzić Krynicę i okolice. Teraz nie było na to czasu – żałował p. Daniel.

– To mój trzeci start w Krynicy. Drugi raz z rzędu pobiegłam w Koral Maratonie. Zmieniona trasa wydawała się prostsza, ale mimo to było ciężko. Nie brakowało słońca i silnego wiatru, co utrudniało równy bieg. Pewne było, że wygra Kenijka, ale zaskoczył mnie jej słaby czas, biorąc pod uwagę ich możliwości – mówiła Katarzyna Wesołowska z Warszawy, trzecia zawodniczka Koral Maratonu z wynikiem 3:24:53. – To jest nieco kameralny bieg. Początkowo biegniemy w grupie, ale jak każdy znajdzie swoje tempo to już biegnie się samemu. Nawet nie było się za kim schować. Na podbiegu pod Romę wyprzedziłam kilku chłopaków, ale tam już było ciężko.

– Uwielbiam tu startować, dwa lata temu zmierzyłam się z Biegiem 7 Dolin 64 km. Jestem tu ze swoim klubem i dobrze bawimy się przez trzy dni. Każdy znajdzie coś dla siebie przez ten czas. Mam chrapkę na Iron Run. Nie wiem jednak czy już w przyszłym roku. Zobaczymy – dodała nasza rozmówczyni.

– Było bardzo bardzo fajnie. Udało mi się poprawić wynik w Biegu 7 Dolin 100 km aż o 50 minut w porównaniu z zeszłym rokiem – cieszył się Grzegorz Żarnowski z Zagórzyc Dworskich k. Krakowa (czas na mecie 15:26:29). – Jestem z siebie zadowolony. Pogoda była bardzo zróżnicowana. Na początku, przez pierwsze 30 km było bardzo zimno. Cieszyłem się, że nie zapomniałem kurtki, bo przez chwilę był pomysł by jej w ogóle nie brać na trasę. Później zrobiło się ciepło, a nawet upalnie, zwłaszcza przy podejściu pod Wierchomlę. Tam można było się położyć i leżeć na trawie. Niektórzy tak nawet robili! (śmiech) Można było się rozbierać i lecieć w krótkim stroju . Dla mnie to był czwarty raz w Krynicy, w tym druga „setka”. Wcześniej biegałem po 66 km.

– W Krynicy startowałam w czterech konkurencjach: w Biegu na 1 km, Krynickiej Mili, Życiowej Dziesiątce i Biegu Superbohaterów na 3 km. Pod względem organizacyjnym było trochę opóźnień, ale rozumiem, że przy tak bogatym programie pewnych błędów się nie uniknie. Najbardziej jestem zadowolona ze swojego startu w biegu na 3 km (14:18). Początkowo byłam na trzecim miejscu, ale na końcowych metrach dałam radę poprawić swoją pozycję. W Krynicy jestem już po raz drugi. Tak jak w zeszłym roku dopisała piękna słoneczna pogoda – mówiła Małgorzata Stachowicz z Bielawy.

– Nie mam daleko do Krynicy, ale jakoś wcześniej nie było okazji do startu. W tym roku postanowiłem wystartować w Koral Maratonie. Do udziału zostałem namówiony przypadkowo, podczas Półmaratonu Rzeszowskiego. Mój czas to 4.24:44, więc debiut wypadł średnio, ale trasa też jest tu też wymagająca. Myślę jednak, że takie maratony mają swój urok, bo one dopiero są wymagające. Roma dała w kość. To był chyba najtrudniejszy fragment, musiałem nawet trochę podejść. Wszystko było zorganizowane bardzo dobrze, praktycznie co 2,5 km do dyspozycji było to co najpilniejsze. Myślę, że za rok przyjadę tu żeby poprawić ten wynik – zapowiedział Konrad Klimecki z Rzeszowa.

Wysłuchał RZ

Polecamy również:


Podziel się: