„Ja w tym sezonie dałem z siebie wszystko! A Ty?”

 

„Ja w tym sezonie dałem z siebie wszystko! A Ty?”


Opublikowane w pon., 19/10/2015 - 11:49

„Jak bardzo się staraliście tej jesieni gonić za życiówkami, rywalami, rekordami?”. Analizując to zadanie konkursowe wpadłem w chwile przemyśleń. I bardzo szybko przyszła mi odpowiedź…

Cała siła, każda kropla potu, wszystkie starania, ból fizyczny jak i psychiczny, każda łza, wszystkie wyrzeczenia i każde uderzenie serca które wkładamy w bieganie maja przynieść nowe życiówki, pomóc pokonać rywala? Nie wydaje mi się!

Dlaczego wszyscy myślą, że my „biegacze” widzimy w startach tylko cel w postaci poprawienia życiówki czy też pokonania swojego rywala? Dlaczego tak sporo osób uważa że dla nas to tylko rywalizacja, chęć pochwalenia się znajomym, w rodzinie czy w pracy?

W mojej pracy np. nienawidzą moich wyjazdów na zawody, bo zawsze się muszę prosić o wolne. Nikogo nie interesują moje wyniki czy osiągnięcia, a już na pewno nie kolejny wywalczony medal. Żyje w pracowniczym środowisku, gdzie nikt nie rozumie tego co robię, a tym bardziej nie rozumie, że wydaje na to czasami duże pieniądze. Ale jakoś mnie to nie rusza.

Czy to zwalnia mnie z obowiązku poprawiania swoich rekordów? Zdecydowanie nie! Co więc zatem wpływa na moją motywacje do ciągłego rozwijania się w dziedzinie biegania? No właśnie - tutaj pojawia się odpowiedź na pytanie konkursowe.

Starać się – dążyć do czegoś, przykładać się do czegoś.

Rok ma 12 miesięcy i tyle trwa sezon biegowy. A więc nie tylko przez w tych miesiącach, w których pogoda sprzyja komfortowemu bieganiu. Starty wiosenne przynoszą owoc zimowych treningów, a starty jesiene pokazują wytrwałość w letnich upałach. A wyniki, życiówki czy pokonani rywale to konsekwencja za trud który włożyłeś w przygotowania.

Za każdym razem kiedy spojrzałeś za okno i widziałeś strugi deszczu, ale ubrałeś cos na deszcz „zacisnąłeś pięści” i wyszedłeś na trening. Za każdym razem, kiedy spojrzałeś na termometr i widziałeś kilka kresek pod zerem, ubrałeś się ciepło” zacisnąłeś pieści” i wyszedłeś na trening. Za każdym razem gdy było tak ciepło że na stojąco lał się z Ciebie pot, ubrałeś czapkę z daszkiem, złapałeś butelkę z wodą „zacisnąłeś” pięści i wyszedłeś za trening. I za każdym razem kiedy pogoda sama wołała „wskakuj już w te adidasy” i chodź do mnie! Poczuj to!

Cokolwiek by się działo, problem w domu, problem w pracy, bezsilność wobec danych sytuacji, nie zatrzyma prawdziwego twardziela, prawdziwego biegacza przed wyjściem na trening.

Za to wszystko „nie ma kar ani nagród są tylko konsekwencje”

Mój sezon w tym roku był całkowicie inny niż poprzednie. Nie było w nim żadnego ultra, za wyjątkiem Supermaratonu Gór Stołowych. Dlaczego? Taką złożyłem sobie obietnice. Udało się jej dotrzymać, z czego jestem bardzo dumny – konsekwencją tego jest poprawione zdrowie kolan.

Poprawiłem jeden założony rekord życiowy w tym roku na dystansie półmaratonu – konsekwencja tego była radość na mecie ale także łzy bólu.

W tym sezonie również dwukrotnie stałem na podium - konsekwencją tego oczywiście była ogromna radość oraz 2 puchary, które zabrały kolejne miejsce na półce.

Ale w tym sezonie również przeżyłem swoją największa porażkę biegową. Po raz pierwszy po wielu latach biegania nie ukończyłem zawodów. Był to Supermaraton Gór Stołowych. Mój organizm odmówił posłuszeństwa z powodu udaru i całkowitego odwodnienia – konsekwencją tego była interwencja sanitariuszy, podanie kroplówki, kilka godzin płaczu oraz blokada psychiczna przed kolejnymi startami.

Moje oczy ocknęły się jednak i zobaczyły, że jest wiele osób które potrafią dźwignąć mnie na duchu. A to spowodowało, że postanowiłem napisać relacje o czymś, co osobiście uważam za swoją największa porażkę. „Spowiedź pokonanego” - taki nosiła tytuł i w ciągu kilku dni zanotowała parę tysięcy czytelników...

Supermaraton Gór Stołowych: Spowiedź pokonanego…

Ale mój sezon nie kończy się. Trening trwa, bo serce bije dalej, głowa jest w górze - a konsekwencją tego jest „Siła” która nie pozwoli mi się zatrzymać. A już na pewno nie pozwoli mi zrobić kroku w tył. No chyba po to żeby zrobić rozbieg...

Ja w tym sezonie dałem z siebie wszystko! A ty?

Marek Grund, Ambasador Festiwalu Biegów

Polecamy również:


Podziel się:
kochambiegacnafestiwalu
kochambiegacwpolsce