Wielka Prehyba, Ehunmilak i Bieg 7 Dolin. Ewa Majer: "Chcę pobić swój rekord w Krynicy!"


Ewa Majer, rekordzistka trasy Biegu 7 Dolin na Festiwalu Biegowym w Krynicy-Zdroju. W 2015 roku przebiegła 100-kilometrowy dystans w czasie 9 godzin 41 minut i 52 sekund. Niedawno wraz z Bartoszem Gorczycą wróciła z blisko miesięcznego obozu na Teneryfie. Treningi były bardzo udane, nic zatem dziwnego, że w rozmowie z nami Ewa tryskała optymizmem. 

– Jestem pełna dobrych myśli. Poprzedni sezon był całkiem udany. Cieszę się przede wszystkim z Lavaredo Ultra-Trail, w którym zajęłam wysokie piąte miejsce, kilka innych fajnych biegów tez wygrałam. Generalnie startowałam mniej niż zwykle, to był rok regeneracji i wytchnienia. Ale teraz zamierzam wrócić do starych zwyczajów i biegać częściej (śmiech).

– Ewo, a jak Twoje zdrowie? Bo z tym czasami różnie u Ciebie bywało…

– A dobrze, dziękuję! Nie przesadzaj, jeśli już czasami się coś działo to szczerze mówiąc zawsze tylko z mojej głupoty, bo ja jestem trochę nieostrożna.

– No to z kolejnym rokiem życia "zmądrzałaś" wreszcie?

– Hahaha, powiedziałam, że z głupoty, ale chodzi mi bardziej o jakiś poślizg czy jakiś inny wypadek w tym stylu, bo jeśli chodzi o przygotowanie treningowe i starty to wszystko fajnie układam, tu nie mam sobie nic do zarzucenia. Wszystko zresztą to były drobne kontuzje, typu naciągnięcie przy kolanie czy jakieś ścięgno. Nic poważnego, wystarczyło kilka dni przerwy i znowu biegałam.

– Ale jednak obecny sezon startowy rozpoczęłaś od DNF (did not finish, nie ukończyła biegu – red.)…

– Taaak, ale… Zimowy Maraton Bieszczadzki był biegiem kompletnie nie w moim typie i klimacie. Spodziewałam się biegu bardziej górskiego, a tu się okazało, że było asfaltowo, płasko i generalnie nie to co lubię. Zeszłam nie dlatego, że mi się coś poważnego stało, tylko po prostu trasa mi się nie podobała. Na dodatek trochę mnie spinały pośladki, bo ja ciągle trenuję w górach, a tam było płasko, więc przeskoczyłam na całkiem inny krok i pojawiły się skurcze. Więc jak tylko zobaczyłam pierwszy lepszy szlak w bok i możliwość odskoczni, to pognałam w las (śmiech).

– No to po co tam w ogóle startowałaś?

– Pojechałam towarzysko, bo Bartek (Gorczyca – red.) chciał wystartować w Bieszczadach. Przyznam, że nie sprawdziłam, myślałam, że to prawdziwie górski bieg, a wyszło, że bardziej asfaltowy…

– W sumie nie ma chyba tego złego co by na dobre nie wyszło, bo witać Bartka wbiegającego zwycięsko na metę w tak rewelacyjnym czasie (2:51:52 – red.) musiało być dla Ciebie dużą frajdą?

– No jasne, pobiegł rewelacyjnie i bardzo się cieszę z jego wyniku. A ja nie mam żadnej czkawki, na nic się tam nie szykowałam, miał to być trening, zabawa, więc nie żałuję, że zeszłam.

– Do czego zatem na poważnie szykujesz się w tym roku?

– W pierwszej części sezonu na pewno do Szczawnicy! Chcę powalczyć w maratonie (Wielka Prehyba, 43 km) o mistrzostwo Polski. Wolałabym wprawdzie Niepokornego Mnicha, bo serce ciągnie do dłuższych biegów, ale jak są mistrzostwa to warto się spróbować.

– Wielka Prehyba to też polska kwalifikacja na mistrzostwa świata w długodystansowym biegu górskim w Karpaczu.

– Tak, ale mnie start w Karpaczu nie interesuje. Chcę tylko sprawdzić się w rywalizacji krajowej, a w terminie mistrzostw świata w Karpaczu planuję biec Sudecką Setkę. Potrzebuję długich biegów, bo z kolei 3 tygodnie później mam Ehunmilaka w Hiszpanii (168 km – red.). Muszę go w końcu pokonać tak jak bym chciała (śmiech).

– Masz z biegiem w Kraju Basków porachunki?

– O tak, za pierwszym razem znieśli mnie z trasy, bo odmówiły posłuszeństwa stopy, które na maksa zdarłam. Nie mogłam ustać na nogach, wnosili mnie tylko i wynosili z karetki. Tragedia! A rok temu pojechaliśmy tam 2 tygodnie po Lavaredo, byłam chyba nie do końca zregenerowana i wypoczęta, na dodatek rozsypał mi się żołądek. Stało się tak zapewne przez jedzenie, bo ich żywność jest strasznie nafaszerowana środkami konserwującymi, a ja mam bardzo wrażliwy żołądek. Były wymioty, gigantyczne osłabienie i nie dałam rady.

– No, ale do 3 razy sztuka (śmiech). Mam nadzieję, że to będzie ostatni raz, chcę wreszcie wygrać ten bieg!

– A co planujesz w drugiej połowie sezonu?

– Druga część roku to oczywiście Krynica. Chcę powalczyć o swój rekord w Biegu 7 Dolin na Festiwalu Biegowym. Jestem rekordzistką trasy, gdyby udało się wygrać i pobić ten rekord, pieniądze z nagrody bardzo by się przydały (zwycięstwo z rekordem trasy to premia 40 tys. pln – red.).

– Takie same plany ma Bartek Gorczyca, to byłaby niezła historia gdyby dwoje biegaczy, którzy są parą prywatnie, pokusili się o triumf w Biegu 7 Dolin i zgarnęli te ogromne nagrody...

– Byłoby super, ale myślę, że chętnych na rekord i tak duże pieniądze będzie dużo. Obawiamy się trochę zawodników z zagranicy. Na polskim podwórku jest duża szansa, że nam się powiedzie, ale jeśli przyjadą mocni biegacze zagraniczni to możemy nie podołać. A pieniążki są bardzo konkretne nawet jak na warunki europejskie czy światowe. Cóż, zobaczymy, to jest sport. Tal czy siak, zamierzamy wystartować w Biegu 7 Dolin, zrobimy wszystko, żeby było jak najlepiej.

– Macie oboje duży atut w rękawie. Mieszkacie od pewnego czasu w Krynicy i możecie na co dzień trenować na trasie Biegu 7 Dolin.

– Tak jest! Krynica i okolice są piękne, uwielbiamy tam biegać, po trasie 7 Dolin też ganiamy często. To jest na pewno duży plus, bo noga się przyzwyczaja.

– Ale ostatnio na trening wybraliście ciepłe kraje. Byliście na długim, prawie miesięcznym obozie na Teneryfie.

– Uwielbiam temperatury, jakie mieliśmy na Teneryfie, średnio około 20 stopni, ale odczuwalna wydawała się wyższa. Dobrze się czuję i fajnie mi się biega w takich warunkach dlatego wykorzystałam cały pobyt i dobrze potrenowałam. Ciesze się, że ominęły nas największe mrozy w Polsce.

– Na jakie elementy kładliście największy nacisk na obozie?

– Każde z nas trenuje inaczej... Ja robię swoje, Bartek swoje, nie wsiąkamy w swoje treningi. Każdy trenuje tak, jak czuje że powinien.... Ja nie mam planów, zasad, teorii, wychodzę na trening i wykonuję to, co podpowiada mi organizm. Mam na tyle duże doświadczenie, że już wiem co i jak.

– Parę biegów wygrałam, kilka rekordów też do mnie należy, więc chyba dobrze trenuję. Nie zamierzam tego zmieniać na siłę, bo nie zawsze i wszystkie zmiany muszą być korzystne. W zeszłym roku kombinowałam, coś tam pozmieniałam i... czuję, że to jednak nie ta droga. Wracam zatem do sprawdzonych metod, które się świetnie sprawdzały.

– Ewo, powodzenia w najbliższych startach, niech Ci się dobrze biegnie w Szczawnicy, trzymamy kciuki za triumf w Ehunmilaku, a we wrześniu – do zobaczenia w Krynicy!

rozmawiał Piotr Falkowski


Polecamy również:


Podziel się: