Natalia Tomasiak: "Nie wyobrażam sobie, by mnie zabrakło w Krynicy"


Rodowita kryniczanka od trzech lat startuje w Festiwalu Biegowym. W debiucie wygrała Bieg 7 Dolin na 66 km, a rok temu Runek Run. – Dodanie tego biegu na 17 km, to był strzał w dziesiątkę – podkreśla zawodniczka teamu Salomon Sunnto.

Jako rodowita kryniczanka doskonale pani wie jaki wpływ ma Festiwal Biegowy na Krynicę.

Natalia Tomasiak: Aktualnie mieszkam w Krakowie, ale jeśli tylko mam wolną chwilę wracam w rodzinne strony. Festiwal Biegowy przedłuża sezon w Krynicy. Miasto zaczyna tętnić życiem w okolicach maja właśnie aż do połowy września. To m.in. zasługa tej imprezy. Także wciągu roku jest większe zainteresowanie terenami biegowymi właśnie ze strony biegaczy. Ludzie z tego środowiska przyjeżdżają poznać trasy festiwalowe. Dla części biegaczy to zupełnie nowe miejsce. Dzięki temu rośnie zainteresowanie regionem, co oczywiście jest z korzyścią dla miasta.

O kiedy pani startuje w Krynicy?

- Na bieżąco śledzę co się dzieję z Festiwalem Biegowym od 2014 roku, bo wtedy tak naprawdę zaczęłam przygodę z bieganiem. Wcześniej właściwie się nim nie interesowałam, choć uprawiałam sport, ale koszykówkę czy tae-kwondo. Więc tak naprawdę pierwsze trzy edycje Festiwalu przespałam. Liczba i rodzaj konkurencji, jaką oferuje impreza sprawia, że każdy znajdzie coś dla siebie. I nie może być wymówek, że tata biega, ale mama i dzieci nie mają odpowiednich dystansów. Dla każdego coś miłego. Przyjeżdżają całe rodziny i nikt się nie nudzi.

Z poprzedniej edycji dużym, bardzo dużym plusem było wyznaczenie trasy Runek Run na 17 km. Mnóstwo moich znajomych o tym mi mówiło. Jeden z nich napisał, że miał pobiec 34 km, ale z kolei jego znajomi, którzy dopiero zaczynają poważniejszą przygodę z bieganiem i, którym poopowiadał o górach, nabrali ochoty właśnie na te 17 km. To jest łatwa trasa, ale idealnie trafiająca do osób, które chcą pierwszy raz spróbować takiej przygody. Strzał w dziesiątkę.

Rok temu wygrała Pani właśnie ten bieg. Dlaczego go pani wybrała?

- Przede wszystkim bardzo chciałam pobiec w rodzinnym mieście. Nie wyobrażałam sobie, że mogę odpuścić sobie Festiwal Biegowy. Tyle że tydzień późnej były ostatnie zawody Pucharu Świata w skyrunningu extreme. Dlatego dystans 17 km był idealny, by nie pokrzyżować planów kolejnego startu.

 Jakie dystanse biegała pani wcześniej w Krynicy?

- Dwa lata temu to był Bieg 7 Dolin na 34 km. Wiąże się z tym śmieszna historia. Czasem słyszy się, że w cenie są efektowne finisze. Ja wtedy dobiegłam czwarta, czyli zajęłam najgorsze miejsce dla sportowca. Efektownie z mojej strony było jednak na starcie. Stałam w pierwszej linii i kiedy wystrzelił pistolet, a szarfa poszła w dół, zrobiłam pierwszy krok i zawadziłam o nią. Zrobiłam klasycznego „Małysza” , następnie przebiegło po mnie z 300 osób. Zaczęłam więc bieg niemal cała pozdzierana. W pewnym momencie już się poddałam, zaczęłam śmiać, wypiłam colę na punkcie żywieniowym i niemal zaczęłam iść. W końcu jednak z krwawiącymi kolanami i łokciami dotarłam do mety.

Trzy lata temu biegłam na 66 km i to był właściwie mój debiut w biegach górskich ultra. W 2014 roku dopiero zaczęłam biegać i po tym jak przebiegłam 50 km w Górach Stołowych, coraz częściej słyszałam właśnie o Krynicy. Wtedy moim cichym marzeniem było ukończyć to 66 km w B7D. Tak naprawdę niewiele wiedziałam o bieganiu ultra w górach. Byłam nieświadoma wielu rzeczy. Moja serdeczna koleżanka, która wcześniej startowała w rajdach przygodowych, kazała jeść mi dużo makaronu, a ja zupełnie nie wiedziałam po co. Mówiła, bym przygotowała przepaki, a ja nie miałam pojęcia o co jej chodzi. Pokornie jednak jej słuchałam. Potem spytała jak szybko biegam i obliczyliśmy, ile powinno mi zająć dobiegnięcie do poszczególnych punktów żywieniowych. Tyle że na każdym byłam mniej więcej półtorej godziny szybciej niż zakładaliśmy. Prosiłam tylko chłopaków z GOPR, by powiedzieli Melanii, że już byłam i niech pojedzie na metę. I ja wtedy to 66 km wygrałam, co było zaskoczeniem dla wszystkich, w tym też dla mnie. Wtedy bardzo mi pomogła Dominika Szymańska, która na początku trochę mnie ze sobą pociągnęła. Pokazała mi tak naprawdę, jak się biega na takim dystansie. Później ją odstawiłam, ale nigdy bym nie wpadła na pomysł, że jak się biegnie szybciej, to trzeba krzyknąć „Lewa wolna”. Mówiła do mnie „Trzymaj się mnie i będzie dobrze.” I tak rzeczywiście było. Bardzo jej dziękuję za pomoc.

Wtedy też nie miałam pakietu startowego i kolega z Urzędu Miasta Krynicy pomógł mi to załatwić. Obiecałam mu wtedy, że jak wygram, to premię za zwycięstwo, chyba ze dwa tysiące złotych przeznaczę na zakup sprzętu sportowego i butów dla dzieci. Od 40 km, kiedy już biegłam pierwsza, cały czas już myślałam, co i komu kupię za te pieniądze. Na dodatek nie miałam z kim porozmawiać, więc skupiłam się tylko na tym. Z obietnicy się wywiązałam, jedna z dziewczynek trenująca w klubie przy szkole podstawowej w Krynicy dostała buty, a reszta trochę sprzętu. Tyle było z mojej wygranej (śmiech). Bardzo miło wspominam ten start.

W Krynicy wystartuje pani znów na 64 km.

- Takie są plany i mam nadzieję, że te drobny urazy mi nie przeszkodzą. Ten sezon był bowiem dla mnie bardzo intensywny.

Po wygraną?

- Nie nastawiam się tak, bo szykuje się całkiem mocna obsada na tym dystansie. Oczywiście będę walczyła i zobaczymy co z tego wyjdzie.

Kiedy królewski dystans - 100 km?

- Przeszło mi to przez myśl, bo tylko tego mi brakuje na dystansach B7D. Niech jest jednak poczeka. Pewnie, bym ją przebiegła, ale nie wiem w jakim czasie. Na pewno prędzej czy późnej zmierzę się z tą trasą.

W 2013 roku na części tej trasy odbyły się mistrzostwa świata, więc to nie są łatwe tereny.

- Szlaki wokół Krynicy znam bardzo dobrze. Śmieje się, że mogłabym biec z zamkniętymi oczami. Bardzo często jak tam trenuję, to wbiegam na Jaworzynę Krynicką, potem Runek i przełęcz Krzyżowa. Czasem robię też pętelkę wokół Krynicy żółtym szlakiem, ale tam trasy Festiwalu nie wiodą.

Właściwie od razu pani zaczęła biegi górskie. Jest pani kozicą, a nie gepardzicą.

- Oj zdecydowanie (śmiech). Właściwie nie biegam po płaskim i raczej nie zamierzam. Strasznie dużo kosztują mnie treningi szybkościowe. Wolę pobiegać długo i wolniej. Szybkość to wciąż moja słabsza strona.

Rozmawiał Andrzej Klemba


Polecamy również:


Podziel się: