Krynicka Mila Patryka Marmona: "Trzy zwycięstwa to za mało"


Rozegrany wieczorem finał Krynickiej Mili charakteryzował się zupełnie inną dynamiką niż popołudniowe eliminacje. Tempo podkręcał dodatkowo Jacek Mezo Mejer, którego koncert odbywał się na pobliskiej scenie. Zawodnicy oczekujący na zielone światło do startu podrygiwali w rytm muzyki a nawet podśpiewywali pod nosem fragmenty utworów mówiących właśnie o bieganiu. W samym biegu dali z siebie 100 procent.%.

W finałach na pierwszy plan wyszły zupełnie inne nazwiska niż w biegach eliminacyjnych. Niektóre były zaskoczeniem, innych należało się spodziewać. Tak jak Patryka Marmona, który dotarł do mety jako pierwszy, z najlepszym wynikiem tego dnia. Krynicką Milę wygrał trzeci raz.

Zawodnik KS AZS AWF Kraków przyznał wprost, że przyjechał do Krynicy po zwycięstwo: - Wiedziałem, że przyjeżdżam tutaj po zwycięstwo, nie wyobrażałem sobie innego scenariusza. Choć w tym roku poziom był bardzo wysoki i międzynarodowy, ściągałem się z Hiszpanami, Rosjanami, Mołdawianami – mówił na mecie.

Tegoroczny finał faktycznie miał większe tempo niż przed rokiem, kiedy do wygranej wystarczyło 4:42, dzisiaj taki wynik nie dałby podium. Marmon uzyskał czas 4:27,05. – Po 800 metrach jeden z zawodników szarpnął mocno tempo, poszedłem za nim i kontrolowałem sytuację. Poczekałem na ostatnie 200-300 metrów i dopiero ruszyłem. Taką zwykle mam strategię, zupełnie jak Adam Kszczot – tłumaczył zwycięzca, który na co dzień przygotowuje się do startów pod okiem Zbigniewa Króla, trenera wicemistrza świata.

– W eliminacjach już całkiem się oszczędzam, biegnę w tyle stawki. Nie ma po co marnować energii. I tak co roku. Za rok też przyjadę i też postaram się wygrać. I za dwa lata… Mam w planach jak najwięcej zwycięstw – zapowiedział zawodnik, który w przeciwieństwie do wielu innych startujących skupia się w Krynicy tylko na jednym biegu.

W finale kobiet pewna swego po zwycięskich eliminacjach Mołdawianka Olesia Smowczenko starła się bezpośrednio ze swoją rówieśniczką Marią Sławik i musiała uznać wyższość Polki. Zawodniczka AZS AWF Kraków Masters dobiegła do mety 3 sekundy przed Smowczenko i uzyskała wynik 5:05,15. Zapytana o to, czy myślała o zwycięstwie, powiedziała wprost: – Plan zawsze jest ten sam: po prostu wygrać. Nieważne, ile to kosztuje, zwycięstwo zawsze cieszy najbardziej. Ścigałam się z dwoma biegaczkami, które na co dzień trenują profesjonalnie, więc nie mogło być łatwo – przyznała. Zdradziła też swój klucz do sukcesu: – Wyszłam z biegów średnich na bieżni, więc finisz mam wytrenowany.

KM

Polecamy również:


Podziel się: