FSZP: Parówki i bita śmietana – Rafała Bielawy sposób na Główny Szlak Beskidzki


Dla wielu osób przebiegnięcie kilku kilometrów to poważny problem i kończy się długim dochodzeniem do siebie. Dla Rafała Bielawy taki dystans to rozgrzewka przed rozgrzewką. Kaszub z Kościerzyny, tegoroczny gość Forum Sport Zdrowie Pieniądze rozkręca się dopiero, gdy na liczniku pojawia się trzycyfrowa liczba.

Koniec dystansów, które biega Rafał Bielawa, często trudno sobie wyobrazić nawet jeśli ktoś doskonale zna mapę Polski czy Europy. Zaczęło się od biegania maratonów, ale to było tylko preludium do biegania przez duże B. Wygrał Bieg 7 Szczytów 240 km, Bieg Rzeźnika w wersji Hardcore, był drugim Polakiem w największej w Europie imprezie biegowej Ultra-Trail du Mont-Blanc (170 km wokół najwyższej góry kontynentu). Prawdziwą sławę przyniosło mu jednak pokonanie Głównego Szlaku Beskidzkiego.

Najdłuższy szlak w polskich górach, liczy około 496 km, przebiega przez: Beskid Śląski, Beskid Żywiecki, Gorce, Beskid Sądecki, Beskid Niski oraz Bieszczady. Biegnąc najwyższymi partiami polskich Beskidów, umożliwia dotarcie na: Stożek, Baranią Górę, Babią Górę, Turbacz, Lubań, Przehybę, Jaworzynę Krynicką, Smerek czy Halicz. Biegacze trafiają między innymi do miejscowości: Ustroń, Jordanów, Rabka-Zdrój, Krynica-Zdrój, Komańcza, Cisna czy Ustrzyki Górne.

Pierwszą udaną próbę pobicia rekordu GSB podjął we współpracy z Kamilem Klichem. Skończyła się wynikiem 150 godzin i 50 minut. Poprawka, już samotna to wynik rodem z kosmosu – 108 godzin i 55 minut. - Dobrze się bawiłem, pilnowałem tempa, wsłuchiwałem się w swój organizm, a on odpłacał mi siłą i nie łamał się z byle powodu. Miałem konkretny pomysł na ten bieg, chciałem go ukończyć w zdrowiu, czas miał być w sumie wynikiem mojego przygotowania, logistyki, dbania o siebie i dało to bardzo fajny rezultat. Miałem obok siebie super grupę, która mi pomagała. Razem stworzyliśmy prawdziwą drużynę pierścienia – mówił Rafał Bielawa podczas spotkania z kibicami w ramach Forum Sport-Zdrowie-Pieniądze, toczącego się równolegle do Festiwalu Biegowego.

Takiego wyniku nie udało by się osiągnąć bez dokładnego planu przygotowań i okrojonej do minimum dawki snu – Najdłużej spałem trzy godziny. Zazwyczaj musiały mi wystarczyć drzemki po półtorej godziny. W pewnym momencie dzień zaczął zlewać się z nocą. Najprzyjemniej spędziliśmy czas na odpoczynek w Krynicy-Zdroju, bo w pokoju jednego z najlepszych hoteli w okolicy, którego właściciel jest moim dobrym kolegą. Cała ekipa była wtedy mocno zaskoczona, bo przecież zdarzało się spać pod drzewem – żartował rekordzista Głównego Szlaku Beskidziego.

Drugą z ważnych składowych rekordu było żywienie, które w takich ultramaratonach jest kluczowe. – W takich biegach można jeść właściwie wszystko, bo wydatek energii jest olbrzymi. Ja w pewnym momencie jadłem na przykład parówki i bitą śmietanę. Bardzo lubię słodycze, więc były też lody czy ciastka. Ważne są też zupy, szczególnie jesienią kiedy biegłem – dlatego jadłem i dyniową i pomidorową. Tej drugiej już w pewnym momencie nie mogłem zdzierżyć. Kiedy dostałem w zamian jajecznicę, to czułem się jak w najlepszej restauracji – podkreślał Rafał Bielawa, który ma w planach kolejny bieg.

Chce pokonać najdłuższy szlak w Pirenejach, sławne G10 (880 km i 50 tys. metrów w górę), a jeszcze w tym roku - Główny Szlak Sudecki (440 km). – Nigdy nie chciałem biegać dłużej niż tydzień. Tym razem będę musiał się złamać, bo inaczej nie da się pokonać tak wielkiej odległości. Nigdy też nie miałem takiej potrzeby, żeby kończyć bieg za wszelką cenę. Bardzo cenię swoje zdrowie i nie zamierzam stawiać go na szali. Nie warto. – zaznacza Bielawa.

Rafał Bielawa jasno zaznaczył, że nigdy już nie wróci na Główny Szlak Beskidzki aby bić kolejny rekord. Żeby tak się stało musiałby zaryzykować, a tego po prostu nie lubi.

PT

Partner Forum Sport, Zdrowie, Pieniądze: 

Polecamy również:


Podziel się: