Bieg na Jaworzynę: D.Wiśniewska-Ulfik ścigała się tylko z mężem


Bieg na Jaworzynę to nie przelewki. Owszem, widoki są piękne, ale poziom trudności naprawdę wysoki. Dlatego tylko nieliczni decydują się na ściganie na tej trasie. Pozostali startują dla rozrywki, żeby podziwiać widoki albo, żeby zmierzyć się ze swoimi słabościami. Podbieg jest na tyle stromy a trasa tak krótka, że trudno tutaj mówić o gonieniu i wyprzedzaniu kogokolwiek. Walka rozpoczyna się już od pierwszych metrów a kluczem do zwycięstwa jest niezwalnianie tempa przez cały dystans.

Po mistrzowsku zrobił to Zbigniew Jaworski, który wygrał z ogromną jak na ten dystans przewagą 1 minuty i 20 sekund. Z czasu nie był jednak całkowicie zadowolony, bo… wygrywając nie był w szczycie formy: - Wczoraj byłem na zawodach na Słowacji, gdzie zająłem czwarte miejsce, jestem po chorobie, forma nie ta – mówił na mecie. – Dlaczego tak szybko biegam po górach? Nie wiem. Może człowiek odreagowuje sytuacje życiowe? Poza tym tam, gdzie mieszkam, wszystko jest pod górkę. Podbieg biegałem całe życie i mnie nie męczył. Pewnie dlatego lubię takie zawody. Na Słowacji jest ich dużo, u nas ciągle mniej. Ale mam nadzieję, że tego typu biegów, jak ten na Jaworzynę, będzie się pojawiać coraz więcej.

Drugi na szczyt wzniesienia wbiegł Andrzej Tokarz: – Zwycięzca wyrobił pozycję na początku, szybko odszedł i już nie było szans go dogonić. To bardzo mocny zawodnik – oceniał Tokarz, który sam chciał sprawdzić swoje możliwości w trudnych warunkach: - Tydzień temu był Janosik 54 km. W piątek biegłem jeszcze 15 km, tak żeby przepompować mięśnie. Chciałem zobaczyć jaką prędkość mam po tygodniowej regeneracji po ultra. Wynikł siadł niechcąco dobry, bo byłem siódmy. Zapasy w nogach są, co mnie bardzo cieszy. Dzisiaj chciałem pobiec na 100%, bo biegi górskie to moja domena, zwłaszcza takie podbiegi.

Wśród kobiet absolutnie bezkonkurencyjna była Dominik Wiśniewska-Ulfik, która nie pozostawiła swoim rywalkom cienia nadziei na wygraną. Nie było to jej pierwsze starcie z tym szczytem, ale sama przyznaje, że wbiegała tutaj kilka razy po różnych trasa. Po tej dzisiejszej drugi: - Ta trasa jest intensywna i krótka. Wczoraj biegłam na 17 km i tam przewyższenie było niewiele większe. Przewagę miałam już od startu dosyć dużą, także nie obawiałam się rywalek. Miałam nadzieję na trzecie miejsce open, w kategorii mężczyzn, ale mąż nie dał mi szansy – żartowała zawodniczka. Za rok planuje wystartować na dystansie 34 km: - Chciałam już w tym roku, byłam zapisana, ale zmieniłam na krótszy dystans, bo za tydzień startuję w biegu na skocznię w Planicy.

Drugie miejsce zajęła Izabela Zatorska, trzecie natomiast znana bardziej z szybkiego biegania po płaskim Edyta Wilk. Na mecie nie dowierzała w swój sukces: - Chciałam dzisiaj po prostu pobiec, nie myślałam o zajęciu jakiegokolwiek dobrego miejsca, tym bardziej w pierwszej trójce. Podium w towarzystwie tak utytułowanych zawodniczek jest dla mnie bardzo dużym zaskoczeniem. Zwłaszcza, że kilka miesięcy temu miałam bardzo poważną kontuzję i przez kilka miesięcy nie biegałam. Na szczęście teraz jest już wszystko w porządku.

Dotarcie na szczyt Jaworzyny Krynickiej zajęło Zbigniewowi Jaworskiemu 18 minut i 36 sekund. Andrzejowi Tokarzowi 19:55 a trzeciemu Rafałowi Ulfikowi 20:27. Ten ostatni pociągnął za sobą żonę, która biegła do góry na spokojnej, pewnej pozycji, ale i tak postanowiła pościgać z małżonkiem. Na metę wbiegła 24 sekundy po mężu, z czasem 20:51. Drugie miejsca zajęła Izabela Zatorska (23’2) a trzecie wspomniana już Edyta Wilka (25: 15). Na szczęście drogę powrotną zawodnicy mogli już pokonać kolejką gondolową.

KM

Polecamy również:


Podziel się: