Bieg 7 Dolin: Chwilę przed upływem limitu


Do Krynicy przybiegali już w ciemnościach. Na trasach ultra byli najdłużej. Zamykali stawkę i walczyli nie o miejsce a o ukończenie w limicie.

Sebastian Szygenda, na którego na mecie czekała córka, biegł na 100 km. Przez całą trasę zmagał się z problemami. - Mój kryzys to się właściwie zaczął jeszcze przed startem. Miałem trochę gastrycznych problemów. Do tego, zbiegiem trasy doszły bolące stopy i wszystko zaczęło się nakładać - mówi Sebastian, który z czasem 16:42:20 zajął 386. miejsce.

W Biegu 7 Dolin startował już po raz czwarty. Tegoroczny bieg zapamięta dlatego, że był najgorszym z dotychczasowym, ale również tym razem udało mu się nie upaść. Zapowiada również, że mimo długiego kryzysu, za rok przyjedzie znowu i zbierze punkty do wymarzonego Granią Tatr.

Ten bieg 477 zawodników ukończyło w limicie, dwóch nieznacznie go przekroczyło.

Bieg drużynowy też dał w kość zawodnikom z końca stawki. Run Hogs na mecie nie mogli utrzymać się na nogach, ale nadal byli w dobrych humorach.

- Biegamy w tej samej grupie biegowej Run Hogs Tychy, wystartowaliśmy razem i kończymy razem. Wprawdzie chcieliśmy kolegę porzucić i zakopać, ale się nie dał, więc trzeba będzie się jeszcze razem męczyć - żartował Sebastian Kaczor z drużyny, która metę przecięła z czasem brutto 16:49:41. Byli ostatnim zespołem, który ukończył rywalizację w limicie.

- Ostatnie 15 km walczyliśmy z kryzysem, straszne boje toczyliśmy z limitami. Nie podziwialiśmy widoków, tylko patrzyliśmy na zegarek. Na 88. kilometrze mieliśmy 12 minut do zamknięcia punktu. Tu jesteśmy 10 minut przed zamknięciem mety. Po prostu ciężko walczyliśmy, żeby się zmieścić - mówił Dawid Stojanowski.

- Udało się. Nie mamy do siebie pretensji. Staraliśmy się wspierać nawzajem i cisnąć. A takim startom mówimy tak - podsumował Michał Fidor.

Nie każdy przekraczając linię mety tuż przed zakończeniem biegu był w stanie mówić. Zawodnicy z ostatnich miejsc wykazali się twardym charakterem. Przebywali na trasie 17 godzin. Były łzy ze zmęczenia i ze szczęścia. Nie mogli chodzić i nie byli pewni, czy już naprawdę mogą odpocząć. Dostali gromkie brawa kibiców i podziw w oczach swoich bliskich. Deklarowali, że jeszcze wrócą do Krynicy.

IB

Polecamy również:


Podziel się: