Szósty raz dla Julki. Bieg Gajusza im. Julii Gajzler w Łodzi [ZDJĘCIA]


Rekordowa ilość 458 biegaczy stawiła się w mroźne i słoneczne sobotnie przedpołudnie 1 grudnia na starcie charytatywnego Biegu Gajusza im. Julii Gajzler w łódzkim Lesie Łagiewnickim. Dochód z niego przeznaczony jest na Fundację Gajusz, prowadzącą hospicjum dla chorych dzieci w Łodzi. Początki tych zawodów sięgają 2013 roku, kiedy to zbierano fundusze na leczenie walczącej z nowotworem Julki Gajzler. Niestety nie doczekała ona następnej edycji. Od roku 2015 bieg nosi jej imię.

Start i meta tradycyjnie zostały umiejscowione w lesie w pobliżu Centrum Zarządzania Szlakiem Konnym przy ul. Wycieczkowej, w którym co roku znajduje się biuro zawodów. Bieg prowadzi czerwono znakowaną 5,4-kilometrową ścieżką, która powstała w ramach projektu „Trasy Biegowe Województwa Łódzkiego”, pełną łagodnych, lecz długich podbiegów i zbiegów.

Na bieg ponownie przyjechali zawodnicy z klubu, w którym trenowała Julka – z Działynia w gminie Zbójno w Kujawsko-Pomorskiem – i tym razem udało im się wygrać: najszybsi byli Rafał Łęgowski (20:21) i Paulina Wierzbowska (26:00). Podium dopełnili Maciej Frankowski z Konstantynowa Łódzkiego (20:46) i drużynowy kolega zwycięzcy Sebastian Jachowski (21:11) oraz łodzianka Aneta Goździk-Zaręba (26:09) i Natalia Szarszewska z Gdańska (26:48).

Pełne wyniki można zobaczyć TUTAJ.

– Miałem przyjemność być przez krótki czas trenerem Julki – powiedział nam po dekoracji zwycięzca. – Dlatego ten bieg jest dla nas szczególnym wydarzeniem i chętnie co roku tu przyjeżdżamy. Od rywalizacji ważniejsza jest pamięć i spotkanie z rodzicami Julki. W ubiegłym roku byłem drugi, w tym udało się wygrać. Do biegania wróciłem rok temu właśnie przy okazji startu w Biegu Gajusza. Można powiedzieć, że Julka nas zmobilizowała do powrotu. Wcześniej więcej i poważniej biegałem, oprócz tego amatorsko jeżdżę na rowerze.

– Trenowałam razem z Julką i startowałam z nią w zawodach – dodała Paulina Wierzbowska. – Rok temu też tu biegłam. Ta trasa bardzo mi się podoba, jest trochę górek, przyjemnie się biega w tym lesie. Bieganie nie jest moim głównym sportem – przyznała – częściej gram w piłkę, ale dzięki temu mam też biegową kondycję.

– Jestem tu drugi raz tutaj, poprzednio też było w miarę dobrze, chociaż bez podium – opowiadał ich drużynowy kolega Sebastian Jachowski, który zajął trzecie miejsce. – Trasa dla mnie idealna, przełajowa, taka jak lubię. Za rok znowu mam nadzieję tu wrócić.

– A ja tu biegłam pierwszy raz, rok temu nie udało się dojechać – przyznała druga z pań Aneta Goździk-Zaręba. – Bardzo sympatyczna trasa, miło się biegło, no i inicjatywa bardzo szlachetna i szczytny cel. Choć mieszkam w Łodzi, to do Łagiewnik mi nie po drodze, więc rzadko tu bywam.

Za tydzień wracam jednak do tego lasu na Bieg Mikołajów.

Zawody od początku organizuje znane łódzkie małżeństwo biegaczy i trenerów, Joanna i Jacek Chmielowie. – Cały czas pamiętamy o tej wspaniałej dziewczynce i zbieramy pieniądze dla Gajusza – opowiadał nam Jacek. Zainteresowanie biegiem wzrasta, w tym roku zarejestrowało się ponad 560 osób i każdy biegacz dokłada swoją cegiełkę do zbiórki, bo całe wpisowe jest przeznaczone dla Fundacji Gajusz. To jest duży sukces, bo pierwotny limit ustaliliśmy na 400, ale z powodu wielkiego zainteresowania musieliśmy go zwiększyć, co nas bardzo cieszy. Co roku przybywa ekipa z macierzystego klubu Julki i staje na podium. Tam prężnie działa sekcja lekkoatletyczna, cieszymy się z ich przyjazdu, a teraz wygrała dziewczyna, która trenowała z Julką.

Jak od niedawna wiemy, od przyszłego roku, Jacek Chmiel będzie nowym dyrektorem DOZ Maratonu Łódź. – Marzę o tym, żeby postawić na nogi łódzki maraton – powiedział nam. – Będę się bardzo cieszył, jeśli frekwencja przekroczy 2000 osób. Przez osiem lat ten maraton nie zyskał zaufania biegaczy, więc chcemy je odbudować wśród zawodników z całej Polski. Będzie to wymagało trochę czasu, ale zrobimy wszystko, żeby jak najwięcej biegaczy przyjechało w kwietniu do Łodzi.

KW


Polecamy również:


Podziel się: