Przeszedł Amerykę Środkową. Znalazł miłość i idzie dalej


W liczbach wygląda to tak... 5024 km na nogach, 64023 m przewyższeń, 6 najwyższych szczytów w Ameryce Centralnej, 186 dni marszu, 6 par butów i 43 połatane dętki w kołach dziecięcego wózka, który służy do przewożenia dobytku.

Wszystko zaczęło się dwa lata temu, po igrzyskach olimpijskich w Rio. Arkadiusz Winiatorski był tam wolontariuszem. Od tamtej pory jest w drodze. Ale wcale nie do domu. Najpierw ruszył z Brazylii do Argentyny, do Ushuai, ostatniego miasta na południu, z zamiarem dotarcia… na północ Kanady! Pierwszy etap, drogę do Panamy pokonał wspierając się autostopem. Dalej szedł już pieszo.

Trasę opracował w nietypowy sposób. Tysiące kilometrów okazały się wyzwaniem niewystarczającym, dlatego dołożył do nich jeszcze jedno wyzwanie. W każdym z mijanych krajów wchodzi na najwyższy szczyt. Stąd to niezwykłe, 64-kilometrowe przewyższenie!

„Ale prawdziwa duma rozpiera mnie, kiedy pomyślę o przewyższeniu, które zrobiłem! Zamiast iść względnie prostą i płaską drogą wzdłuż wybrzeża, poszedłem przez całą sieć wulkanów i gór, biorąc na cel najwyższy szczyt w każdym kraju. "Szaleństwo!" mówili. A ja tylko przytakiwałem i robiłem swoje” - napisał na profilu swojej wyprawy Arkadiusz.

Cała wyprawa odbywa się jedynie siłami własnymi. Nie stoją za nim sponsorzy, a wszelkie wydatki zostały ograniczone do minimum. Polski piechur śpi w namiocie lub korzysta z gościny napotkanych ludzi. Gotuje sam, a do higieny i prania służą mu rzeki. Do tego momentu świetnie sobie radził bez wsparcia.

Przed kolejnym etapem podróży, zaczynającym się w Meksyku, poprosił jednak o pomoc finansową.

„To szaleństwo wciąż trwa. Na północne koło podbiegunowe jeszcze sporo kroków do zrobienia. Dlatego, jeśli cenisz to, co robię, i chcesz wesprzeć wyprawę, zostań proszę moim sponsorem! Raz w miesiącu możesz postawić mi wirtualną kawę i przelać na konto np. 5 zł, za które kupię najpotrzebniejsze rzeczy - trochę więcej ryżu, dętkę, buty albo raz w tygodniu wskoczę pod prysznic” - przekonuje Arkadiusz, który jeszcze niedawno, w wywiadach narzekał na samotność. Od września jego podróż trochę się zmieniła.

„Przejechałem Amerykę Południową stopem, a Centralną przeszedłem na piechotę, szukając... Czego? Kogo? Sam nie wiedziałem. Aż w końcu ją znalazłem. MIŁOŚĆ!”- napisał podróżnik, który spotkał mieszkającą w Meksyku Olę. Teraz i ona przemierza kilometry w kierunku koła podbiegunowego.

Profil wyprawy

Strona zbiórki

IB


Polecamy również:


Podziel się: