Nieuczciwi biegacze - antydoping czy wykluczanie z nagród?


Kontrole antydopingowe, klasyfikacje tylko dla biegaczy z Unii Europejskiej – tak organizatorzy biegów bronią się przed podejrzewanymi o nieczyste zagrania biegaczami z Afryki czy zza wschodniej granicy. Ale też Polacy wpadają na dopingu.

Na forach internetowych dotyczących biegania, w grupach biegowych na facebooku pojawiają się wpisy, by – najczęściej – Kenijczyków i Ukraińców – w jakiś sposób wykluczać ze startów. Poddaje się w wątpliwośc ich uczciwość i wprost oskarża o stosowanie dopingu. To często mocni zawodnicy, a do Polski przyjeżdżają po prostu zarabiać. Czarnoskóry biegacze sprowadzają menedżerowie, którzy później wożą zawodników po biegach i pobierają około 15. proc. prowizji.

A w Polsce jest o co biegać. W 2014 roku pulę nagród we wszystkich biegach wyceniano na około 2,2 mln zł. Teraz z pewnością przekroczyła 3 mln zł. Tylko na Festiwalu Biegowym w Krynicy wynosi w sumie 500 tys. zł. Podobnie jest na Orlen Warsaw Marathon.

Najskuteczniejszą metodą walki z nieuczciwymi zawodnikami są badania antydopingowe. Problem w tym, że są drogie. Podstawowe to wydatek około 1 tys. zł za jedną próbkę, ale i tak nie pozwalają wykryć wszystkich niedozwolonych substancji. Np. organizatorzy Maniackiej Dziesiątki zapowiadają sześć badań. W sumie to wydatek około 6 tys. zł. W Krynicy drugi rok z rzędu też będą badania antydopingowe.  

Dla wielu organizatorów mniejszych biegów wspominane 6 tys. zł to cały budżet na nagrody albo nawet i więcej. Bronią się więc inaczej - w regulaminie zawodów wpisują "klasyfikację europejską", w której są do zgarnięcia największe pieniądze. Tak jest np. w Półmaratonie Jurajskim. W klasyfikacji tylko dla zawodników posiadających obywatelstwo Unii Europejskiej do wygrania 1300 zł.

- Nie popieram takiego sposobu na wykluczanie z biegu innych narodowości. Niech Polacy mają możliwość ścigania się mocnymi rywalami. Lepszym rozwiązaniem jest dodatkowa kategoria tylko dla Polaków – podkreśla Radosław Kłeczek, wielokrotny medalista mistrzostw Polski, obecnie trener biegaczy. - Jak przyjedzie 3 Kenijczyków i wygrają to zarobią, a czwarty Polak nie ma już nic. Więc dzięki takiej kategorii też, by coś dostał. Może te pieniądze zainwestuje w siebie, pojedzie na obóz, będzie mocniej trenował i następnym razem wygra. Tak będzie bardziej fair. Dzięki Kenijczykom  można się sprawdzić w mocnym biegu. Jak ich nie będzie, to i poziom będzie coraz słabszy, a to nie będzie to dobrze dla polskich bieów

Kategoria dla najlepszego Polaka i Polki jest np. w Łodzi podczas Rossmann Bieg ul. Piotrkowską. – Startują u nas mocni Kenijczycy i rzeczywiście wygrywają. Zastanawialiśmy się nad wprowadzeniem kontroli dopingowej, ale to duży wydatek – przyznaje Robert Blesiński, organizator biegu. – Z drugiej strony nie można o grę nie fair obwiniać tylko Kenijczyków. U Polaków też się zdarzają takie historie.

Badania antydopingowe wprowadza jednak coraz więcej organizatorów. Od kilka lat są np. podczas Cracovia Maratonu. – Efekt był taki, że nagle zmniejszyła się nam na starcie liczba biegaczy, którzy mieli w historii świetne wyniki. Przede wszystkim tych zza granicy – przyznaje Krzysztof Kowal, dyrektor tego biegu.

Biegaczy sprawdzają także np. na Maniackiej Dziesiątce, Półmaratonie i Maratonie w Poznaniu, maratonach w Warszawie, czy też podczas Festiwalu Biegowym. - To dobrze, że są badania, bo nagrody w Krynicy są wysokie i może być kuszące zachowanie się nie w duchu fair play – uważa Maciej Więcek, siedmiokrotny uczestnik Biegu 7 Dolin na 100 km. – Badania antydopingowe czołówki są wskazane.

- To nie są tylko podejrzenia. To są fakty. Anton Potocki, który dużo startował w Polsce został złapany na dopingu w Niemczech. Kolejny Ukrainiec Bogdan Semenowycz wpadł w Poznaniu – podkreśla Radosław Kłeczek. – Im więcej biegów będzie miało kontrolę antydopingową, tym oczywiście lepiej. Niektórych nie będzie jednak na to stać, a Kenijczycy mogą startować nawet dwa razy w weekend w biegach, w których są niższe wygrane.

Potocki został skontrolowany w maju 2016 roku, ale zanim został zdyskwalifikowany zaliczył kilka udanych, czyli z pieniężnymi wygranymi, startów w Polsce.

Semenowycz wpadł w Poznaniu, a przed nim na dopingu złapano w stolicy Wielkopolski także Edwina Kosgei Yatora (2012), Białorusinkę Wołhę Rezkaję (2013). Wpadki zdarzają się nie tylko zagranicznym zawodnikom – rok temu po półmaratonie w Poznaniu doping znaleziono u Polski Olgi Ochal.

Andrzej Klemba


Polecamy również:


Podziel się: