Morderczy, ale perfekcyjny 2. Ultramaraton Leśna Doba: „Kryzysy to nasza specjalność”


Noc, ciemność rozświetlana gdzieniegdzie pełgającymi światełkami czołówek. Podbieg poprzecinany wystającymi korzeniami i usiany piaskiem. W ciszy słychać tylko urywane oddechy. Nagle jakiś głos mówi: „Stary, chyba mam kryzys”. Drugi odpowiada ze spokojem: „Wiadomo, kryzysy to nasze specjalność”. Trwa 24-godzinny Ultramaraton Leśna Doba.

Kiedy ponad rok temu organizatorzy zdradzili plan organizacji biegu w konwencji „ultra dla każdego”, wielu kiwało głową z politowaniem. Ultra to nie uliczna piątka, organizacja wymaga pomysłu, zaangażowania i mnóstwa wysiłku. W Pabianicach nie zabrakło niczego. Świadczy o tym zakończona właśnie druga edycja imprezy, która okazała się jeszcze większym sukcesem niż pierwsza.

– Organizacji tej imprezy nie da się do niczego porównać! Dlaczego? Bo takich imprez nie ma! – mówi Żaneta Michalska-Przybylska. – Na całość mojej opinii składa się… wszystko. Od imbiru do herbaty, przez muzykę i harcerzy w lesie, po niesamowitą ekipę na mecie, witającą zawodników po każdej pętli. W planie jest powrót na ten bieg, ale nie dlatego, że lubię przemieszczać się po pętli przez 24 godziny. To akurat rujnuje mi psychę. Wrócę bo na Leśnej Dobie czułam się kimś ważnym dla organizatorów. Zrobili wszystko, by niczego mi nie zabrakło – ocenia zawodniczka.

Powrót na Leśną Dobę zapowiada większość uczestników a ci, którzy wystartowali tu przed rokiem w większości pojawili się drugi raz. Tak, jak Agnieszka Kozłowska z Poznania: – Przed rokiem inne zobowiązania sportowe nie pozwoliły mi być uczestnikiem przez cała dobę, ale tylko do godziny 20:00 udało się przetuptać 52 km. Wracałam z dużym niedosytem. Dlatego też w tym roku było polowanie na pakiet od pierwszych sekund i czekanie na start z planem zdobienia 80 km – mówi. - Było cudnie. Poprzeczka ustawiona bardzo wysoko przez samych organizatorów. Impreza kameralna, bo 200 ultrasów, biegacze i kijkarze ramię w ramię, motywując się, wspierając i pomagając sobie. 24 godziny zabawy, walka z czasem, kilometrami, myślami, organizmem, bólem, łzami, ciepłem w ciągu dnia i z zimnem w nocy, gdy już jest duże zmęczenie – wylicza Agnieszka. – Udało się zrobić te 80 km i trochę więcej, bo w sumie 105,9 km. Kolejny raz wracam z uczuciem zwycięstwa nad samą sobą.

Choć organizatorzy dopieszczali uczestników jak tylko mogli, łatwo nie było. Trasa mierzyła 12,3 km i zdecydowanej większości prowadziła po lesie. Ale nie były to równe leśne drogi techniczne! Pętla była najeżona łachami piasku, zdradliwymi uskokami, wystającymi z podłoża korzeniami, wysokimi trawami i kałużami. Nie zabrakło kilku górek, w tym jednej dość stromej (zwłaszcza przy zbiegu). Uczestnicy żartowali, że góra rosła z każdą kolejną pętlą. By nabiegać albo wychodzić konkretny dystans, trzeba było mocno się namęczyć.

– Trasa jest nadzwyczaj trudna, tak naprawdę. Myślałem, że będzie lżej. Generalnie wolimy biegać po miękkim, ale czasem okazuje się, że to miękkie nie jest takie najlepsze. W tej chwili wolę asfalt – żartował zwycięzca Leśnej Doby Jakub Śleziak z Siemianowic Śląskich. Na ULD pojawił się drugi raz: – Plan był taki, żeby biegać przez 24 godziny. Przed rokiem, ze względu na kontuzję, skończyłem po siedmiu a w tym ruszyłem i biegłem, ile się dało. Nie wiem, co zagrało, chyba wszystko. Odrobina determinacji, treningu, do tego dobry dzień… Najgorsze na trasie były wystające korzenie, zaliczyłem dwa upadki. Przerwy robiłem tylko na posiłki regeneracyjne. Był pomysł drzemki, ale bałem się, że może się skończyć o siódmej rano…

Jakub Śleziak nabiegał 18 pętli, czyli 221,4 km i, chociaż skończył rywalizację na godzinę przed upływem czasu, zwyciężył z przewagą 25 km. Drugie miejsce zajął Artur Janecka (Łask) z wynikiem 196,8 km a trzecie Michał Michna (Borkowo Łoskowickie) z dystansem 172,2 km. Ten sam dystans wybiegało jeszcze czterech innych zawodników, więc o zwycięstwie zadecydował czas ukończenia czternastej pętli. Wśród pań najlepsza okazała się Joanna Kowalska z Warszawy, która zmagania ukończyła z rezultatem 159,9 km. Druga była Urszula Sujecka z Bełchatowa (147,6 km) a trzecia Anna Drejarz-Kaczmarek z Warszawy (123 km).

Niemniej emocji wzbudziła rywalizacja wśród zawodników w kategorii nordic walking. Swoimi wynikami niewiele odbiegali od biegaczy, co widać zwłaszcza w klasyfikacji pań. Trzy pierwsze kijkarki zmieściłby się na podium w klasyfikacji biegaczek. Najlepszy wynik uzyskał Wojciech Kolasa z Łodzi – 155,1 km. Drugi był Piotr Kordowski z Krakowa z wynikiem 147,6 km a trzeci Michał Piotrowski z Gdańska (123 km). Wśród pań najwytrwalsza okazała się Sylwia Reseman z Żukowa, która przeszła 142,8 km. Druga była Katarzyna Banaszkiewicz (Kaczory) z wynikiem 135,3 km a trzecia Katarzyna Marondel (Bytom), która pokonała 130,5 km.

Pełne wyniki: TUTAJ

KM


Polecamy również:


Podziel się: